Urzędnicy będą mówić po grenlandzku Wielu Duńczyków zajmuje urzędnicze stanowiska w administracji grenlandzkiej, ale już od stycznia będą musieli się legitymować znajomością języka grenlandzkiego. Ta forma popularyzacji języka grenlandzkiego krytykowana jest jako dyskryminacyjna.
Kaj Kleist, minister w autonomicznym rządzie Grenlandii, zapewnia, że nie jest to próba pozbycia się urzędników duńskich, ale zagwarantowanie obecności urzędników w wydarzeniach Grenlandii. "To naturalne, że ludzie, którzy mają doradzać rządowi, muszą wiedzieć co się dzieje w kraju" - powiedział Kleist.
Blisko 55 tys. mieszkańców Wyspy posługuje się językiem grenlandzkim, który jest najbardziej popularny w grupie języków aleuckich.
Kopenhaga jednoznacznie daje do zrozumienia, że wymóg znajomości grenlandzkiego ma zablokować Duńczykom możliwość obejmowania urzędniczych stanowisk. "To próba dyskryminacji Duńczyków, którzy są na Wyspie od lat. Może mieć to negatywne skutki dla grenlandzkiego społeczeństwa" - mówi Per Ørum-Jørgensen z Parti Konserwatywnej, uczestniczący w komisji ds. autonomii Grenlandii. Jego koleżanka z komisji, Kristen Touborg z Socjalistycznej Partii Ludowej (SF) uważa, że "promocja języka grenlandzkiego jest przedwczesna."
Wbrew optymizmowi władz grenlandzkich, Kopenhaga uważa, że trudno będzie znaleźć odpowiednią liczbę wykwalifikowanych urzędników znających język grenlandzki. /jp.dk/ kkw, 2007-12-05 02:27 |